wyspajacka.info

Spływ Wisłą

Geneza spływu

Wkrótce po zakupie kajaka Wisła stała się dla mnie celem kajakowym. Przepiękne krajobrazy wiślanych łach piachu, wysp rzecznych oraz dzikość to cechy, które sprawiają, że rzeka jest warta, aby przepłynąć choć jej część. W tym roku wreszcie udało się zrealizować plany i zrobić spływ w kilka osób.

Najtrudniejszą sprawą w całym spływie okazało się ustalenie logistyki. Nawet termin udało się ustalić jakoś bez problemu. Każdy miał inną wizję tego spływu: ja chciałem, aby był wygodny i chciałem jechać autem, Maciek chciał, aby spływ był krótki, a Dominik chciał, aby spływ był tani i chciał jechać autobusem lub pociągiem. Przed samym spływem poglądy zmieniły się odrobinę - Maciek miał czas, ja wolałem zrobić spływ krótszy.

Sprawę dodatkowo komplikował fakt, chcieliśmy wziąść wszystkie zapasy żywności ze sobą, aby na miejscu nie łazić po sklepach. Ledwo udało nam się zmieścić trzy kajaki i trzy osoby z zapasami jedzenia do auta. Plan był taki, aby w punkcie startowym zostawić auto na płatnym parkingu, a po skończonym spływie wrócić po niego pociągiem lub autobusem.

Co ciekawe, przed spływem sporo mejlowaliśmy ze sobą, aby ustalić, jak należy spływ zorganizować, jak dojechać i skąd wziąć jedzenie. Jednak po ustaleniu wszystkiego, okazało się, że spływ przebiegał całkiem sprawnie - opłaca się więc dopracować wszystko z samego początku.

Uczestnicy

Po ustaleniu daty spływu rozesłałem zaproszenia na spływ. Jak zwykle odzew był ogromny i w końcu pojechaliśmy tylko w trzy osoby. W spływie wzięli udział: Maciek, Dominik i ja. Wszyscy płynęliśmy kajakami dmuchanymi.

Plan spływu

Długośc Wisły przekracza 900km. Jednak do celów typowo turystycznych najbardziej nadaje się krótszy, środkowy fragment biegu rzeki. Od Annopola (nieco za Tarnobrzegiem) aż do Płocka, z pominięciem Warszawy, Wisła płynie nieuregulowanym korytem, w którym znajduje się mnóstwo wysepek i łach piasku. Jest to fragment bardzo malowniczy.

My ustaliliśmy, że chcemy spłynąć z Tarnobrzega do Warszawy. Plany jednak zmieniły się. Prognozy pogody nie były zbyt pewne. Zdecydowaliśmy, że popłyniemy od Puław. I tak daje to ok. 140km po rzece. W międzyczasie okazało się, że możemy dopłynąć do ośrodka wspinaczkowego 2 Wieże, którego właścielem jest nasz kolega Łukasz. Ośrodek ten położony jest nad Kanałem Żerańskim więc bez problemu możemy do niego dopłynąć kajakami.

Przebieg spływu

Do Puław dojechaliśmy wieczorem więc zanocowaliśmy na brzegu. Nad ranem nadmuchaliśmy kajaki i rozpoczął się nasz spływ. Niestety, ziścił się dość pesymistyczny wariant pogodowy - bardzo wiało w przeciwnym kierunku. Wiało tak mocno, że na rzece powstawały przeciwne fale. Nasze kajaki również są bardzo wrażliwe na wiatr. Na szczęście, drugiego dnia wiatr przestał wiać. Płynęło się o wiele lepiej.

Wisła ma dość szybki nurt. Czasami prędkość pomiędzy dwoma tablicami kilometrażowymi wynosiła nawet 6-8 km/h. Jednak dziennie robiliśmy po około 40km. Płynęliśmy przez cały dzień - od rana do późnego popołudnia. Etap dzienny kończyliśmy przed wieczorem, ponieważ musieliśmy znaleźć miejsce na nocleg. A szukanie wysepki po ciemku nie ma sensu. Przepłynęliśmy ok. 150km w 4 dni. Z tym, że w ostatni dzień płynęliśmy krócej. W sieci można znaleźć sporo informacji o dziennych przegiegach na Wiśle. Ja uważam, że wszystko jest kwestią formuły spływu. Jeśli ktoś lubi wiosłować przez cały dzień i płynie na zwykłym kajaku, a nie na kajaku dmuchanym to może zrobić dziennie więcej kilometrów niż my.

Noclegi robiliśmy na wysepkach. Choć może dokładniej byłoby napisać, że były to łachy piachu. Gps pokazywał, że biwakujemy na środku rzeki. Kiedy płynęliśmy to woda miała tendencję do opadania. Dobowe różnice poziomu wody mogą wynosić pół metra i więcej. Dlatego wolałem sprawdzić prognozę stanu wody, aby mieć pewność, że o 3 w nocy nie obudzimy się we wodzie... Zresztą w ogóle warto uważać z noclegami na niskich wysepkach. Mocniejsza nawałnica również może spowodować lokalny wzrost poziomu wody.

W trakcie spływu, wbrew wcześniejszym prognozom pogoda jednak była ładna. Było słonecznie, dla mnie nawet za bardzo. Jedynie ostatniej nocy zdarzyła się w nocy burza. Ale tak naprawdę to obeszła nas bokiem. Więc nawet wiele nie padało.

W ostatnią noc nocowaliśmy na łasze piachu przed Warszawą. I następnego dnia przepłynęliśmy całe miasto i skręciliśmy, wpływając na Kanał Żerański. Na samym jego początku znajduje się śluza. Nigdy nie śluzowałem kajakiem więc byłem ciekaw jak to będzie. Emocje dodatkowo podgrzewał fakt, że śluzowałem już na statkach oraz widziałem opisy wypadków na śluzie z udziałem kajaków. Jednak śluzowanie przebiegło bardzo spokojnie. Nie było nawet czuć, że poziom wody rośnie. Dopiero po chwili było widać, że wody przybywa patrząc na mokre ściany śluzy.

Zgodnie z planem, spływ zakończyliśmy w ośrodku wspinaczkowym 2 Wieże. Jak wcześniej wspomniałem zaprosił nas tam Łukasz, nasz kolega i jednocześnie współwłaściel obiektu. Jest on stworzony z dwóch silosów służących dawniej do produkcji cementu. Jest to więc doskonały przykład rewitalizacji poprzemysłowego obiektu polegającego na adaptacji dla potrzeb sportowych. Łukasz oprowadził nas po obiekcie. Są tam jedne z najwyższych w kraju ścianek wspinaczkowych. Oprócz nich znajdują się tam również: całoroczna ścianka wspinaczkowa zlokalizowana w środku jednego z silosów, całoroczna ścianka do wspinaczki lodowej oraz wypożyczalnia kajaków. Można także popróbować tyrolki - czyli zjazdu po skośnej linie oraz skoków na linie (dream jumping). Link do obiektu znajduje się w dziale Linki.

Moje wnioski i inne myśli

Mam nadzieję, że może komuś przydadzą się moje wnioski, choć zapewne zbyt odkrywcze nie są. Patrząc teraz na stronę logistyczną uważam, że jednak warto jechać komunikacją publiczną. Pewnie, że jest kiepska w porównaniu do własnego auta. Ale zaletą jest niezależność. W każdym momencie można przerwać spływ bez potrzeby powrotu do pozostawionego sto kilometrów dalej samochodu. Tyle, że nie każda osoba jest w stanie spakować się tak, aby cały bagaż był transportowalny przez jedną osobę: kajak, sprzęt biwakowy, ubrania, jedzenie i woda to kilkadziesiąt kilogramów sprzętu. Nawet nie licząc wody to waga może wynosić ponad 20kg.

Obowiązkowo trzeba zaopatrzyć się w środki ochrony przed promieniowaniem słonecznym. Okulary przeciwsłoneczne pomogą zaoszczędzić wysiłku oczom. Dzięki czapce z daszkiem unikniemy udaru słonecznego. A koszula z długim rękawem i długie spodnie też są dość dobrym zastępnikiem emulsji do opalania. Trzeba pamiętać, że o ile emulsja do opalania wchłania się dość dobrze w skórę, to olejek już nie. A w warunkach biwakowych trudno jest umyć się z niego. Choć i tak warto mieć coś na opalanie, bo żadna koszula i spodnie nie zakryją szyi i uszu... Gdybym miał nieco więcej czasu to może pomyślałbym o tym, aby wziąć antyutleniacze w pigułkach - czyli witaminy ACE. Płynie się przez wiele godzin będąc narażonym na promieniowanie słoneczne i może warto pomyśleć o tym, aby się zabezipeczyć.

Warto spłynąć Wisłę. I warto pośpieszyć się. Aktualne są plany uregulowania jej albo zrobienia z niej ogromnego rezerwatu. Na niektórych wysepkach już znajdują się rezerwaty. W przyszłości taki spływ może być niemożliwy lub utrudniony ze względu na np. zakazy biwakowania na wyspkach. Wisła nie jest rzeką, która byłaby zagospodarowana turystycznie w jakimkolwiek stopniu. Czy jednak da się powiedzieć, że jest to dzika rzeka? Według mnie, nie do końca. Z jednej strony kilometrami płynęliśmy w miejscach, gdzie nie było śladu człowieka. Przez całe dziesiątki kilometrów nie widzieliśmy żadnych jednostek pływających. Z drugiej jednak strony na brzegach siedzi mnóstwo wędkarzy, a przez dwie ostatnie noce było słychać muzykę dobiegającą z oddali.

 

 

2010

Baner8