wyspajacka.info

Kanały, bagna, komary i my

Założenia

Celem było przepłynięcie polskiego Międzyodrza. Jest to obszar wysp, kanałów, łąk i bagien w rozwidleniu Odry Zachodniej i Wschodniej (Regalicy). Polskie Międzyodrze zaczyna się za miejscowością Widuchowa, a kończy za Szczecinem. Dystans jaki mieliśmy pokonać był niewielki, ale trzeba wziąć pod uwagę, że dolny odcinek Odry płynie wolno, a w kanałach pomiędzy wyspami nurtu też raczej nie ma. Razem za mną płynął kolega Michał. Płynęliśmy jego pontonem: Wehncke Professional 400.

 

Przebieg spływu

Płynęliśmy od Widuchowej do Szczecina. W pierwszy dzień był pomysł, aby spać na nieczynnej śluzie. Ale było tyle robactwa, że w końcu spaliśmy na brzegu. Drugiego dnia spaliśmy na bagnach. Rozbiliśmy namiot pod ogromnym zwalonym drzewem. Było tyle komarów, że ledwo rozbiliśmy namiot to trzeba było wchodzić do środka. A rano w ogóle nie jedliśmy śniadania, ale od razu płynęliśmy.

Nasz ponton w zastosowaniu turystycznym jest dwuosobowy. Niestety, największą wadą była prędkość. W trzecim dniu zrobiliśmy na nim 23km. Ale zajęło nam to cały dzień – od wczesnego rana do zachodu słońca. W tym trzecim dniu już zaczynało się ściemniać, a my byliśmy na wodzie. Mogliśmy zanocować na brzegu, ale to Szczecin – co 50m wędkarz albo domy. Jednak, aby pływać turystycznie trzeba mieć sensowną jednostkę. Bez konkretnej prędkości może być czasami nieciekawie.

Trzecią noc spędziliśmy na szczecińskiej wyspie Krainka. To akurat była rewelacja. Wysepka jest mała. Są na niej ruiny ośrodka wioślarskiego. Było miejsce na ognisko. I nawet nie było robactwa. W czwarty dzień zrobiliśmy rundkę po portowym Szczecinie. Mieliśmy spotkanie z WOPR'em i Policją Wodną. Chcieli, abyśmy założyli kamizelki. Ale wytłumaczyłem im, że skoro nie ma takiego obowiązku i wędkarze nie zakładają to nie założymy. Ale jedną kamizelkę posiadaliśmy - ponieważ taki obowiązek istnieje. Na koniec panowie policjanci życzyli nam miłego zwiedzania.

Czwartego dnia w nocy ewakuowaliśmy się do Międzywodzia. Spaliśmy w przyczepie kempingowej, bo przyjechaliśmy na miejsce około 12 w nocy, padało, i nie za bardzo chciało nam się rozkładać namiot. W dodatku wolną przyczepę znaleźliśmy dopiero na trzecim polu. Mieliśmy popływać po morzu. Ale w końcu z tego nic nie wyszło, bo był spory wiatr i fale. Zresztą biorąc pod uwagę nasze doświadczenia z wiosłowaniu to może i lepiej, bo daleko nie przepłynęlibyśmy. Więc wróciliśmy do domów. W ogóle plan był taki, aby popływać po Zalewie Szczecińskim i Bałtyku. I zostać jeszcze parę dni. Ale przy prędkości 2-2,5km/h to kompletnie nie miało sensu. Tzn. ani Morze, ani Zalew.

 

 

2011

Baner3